Styczeń 21

W zeszłym roku minęło 20 lat od założenia Ośrodka Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie. Ośrodka z którym już ponad 15 lat jestem związany. Z tej okazji popełniłem artykuł / felieton. Założonym celem było odpowiedzieć na pytanie „Jak rozwój technologii wpłynie na nasze życie za 10 – 20 lat?”. Zadanie, przyznacie, karkołomne. 


Nie ma powodu, dla którego ktokolwiek chciałby mieć komputer osobisty w swoim domu – stwierdził w 1977 założyciel firmy Digital Equipment Corporation – Kenneth Olsen.  Mimo, iż są to słowa wyrwane z kontekstu, w którym raczej odnosiły się do komputerowego sterowania domem, a nie komputera osobistego, pokazują jak bardzo można się pomylić. Dlatego też, odpowiedź na pytanie: „Jak rozwój technologii wpłynie na nasze życie za 10-20 lat?” jest o tyle ciekawa o ile trudna do udzielenia.

Zacznę zatem od krótkiej refleksji dotyczącej „edukacji informatycznej”. Dawniej koncentrowaliśmy się na nauczaniu posługiwania się w komputerem, jego systemem operacyjnym oraz programami użytkowymi, jak również uczyliśmy logicznego myślenia, algorytmiki, programowania. Dostęp do komputera i technologii bowiem był bardzo ograniczony. Dzisiaj komputer oraz dostęp do Internetu stają się dobrem powszechnym. Tak jak 20 lat  temu nie trzeba było uczyć nikogo posługiwania się telewizorem, tak dzisiaj nie trzeba pokazywać młodzieży, w jaki sposób posługiwać się komputerem, telefonem komórkowym, czy zdobywającymi coraz większy udział w rynku i naszym życiu – tabletami. Coraz częściej spotyka się zdanie interpretujące ten fakt w taki sposób, że nauczanie informatyki nie jest już w szkole potrzebne. Czy aby na pewno?

Myślę, że warto zauważyć różnicę dotyczącą częstego porównania umiejętności posługiwania się telewizorem i komputerem. Telewizor jest medium tylko odbioru informacji. Komputer służy zarówno do interaktywnego pozyskiwania treści, jak również kreatywnej produkcji przekazu w różnej formie. Czy z samego faktu umiejętnego posługiwania się komputerem w celach prywatnych – najczęściej rozrywkowych i komunikacyjnych, wynika umiejętność zastosowania go do twórczego i szybkiego rozwiązywania zadań, jakie przed nami są stawiane? Czy ze znajomości alfabetu i pisania wynika umiejętność napisania dobrego eseju, referatu czy rozprawki? Czy każdy, kto umie wykonać zdjęcie komórką, może zastąpić profesjonalnego fotografa?

Oczywiście sposób nauczania „przedmiotów informatycznych” ulega ciągłym zmianom wraz z rozwojem technologii – to oczywiste. Według mnie, czymś stałym i niezmiennie wartym nauczania są podstawy informatyki jako nauki o przetwarzaniu informacji wraz z towarzyszącymi jej logiką i algorytmiką. Drugą jednak, nie mniej ważną ścieżką jest kształcenie w kierunku stosowania technologii w życiu codziennym do twórczego, efektywnego rozwiązywania problemów i zadań. Najpierw związanych z nauką, później z pracą oraz nauką przez całe życie… Ważne jest jednak, w jaki sposób to kształcenie będzie się odbywało.

Rozwój technologii jest niezwykle szybki. Zgodnie z prawem zdefiniowanym przez Gordona Moore’a w roku 1965, stopień złożoności elektronicznego układu scalonego w stosunku do stałej ceny podwaja się co dwa lata. Prawo to do dzisiaj ma zastosowanie. Nie możemy więc nastawiać się na kształcenie naszej młodzieży pod kątem umiejętności, jakie będą jej przydatne po ukończeniu szkoły. Umiejętności tych bowiem jeszcze nie znamy, podobnie jak nie wynaleziono jeszcze narzędzi, których będzie można użyć w celu rozwiązania nie znanych nam jeszcze problemów, jakie przyniesie przyszłość. Pamiętajmy, że dzisiejsi pierwszoklasiści ukończą szkołę średnią za… dwanaście lat. Ewentualne studia za kolejne pięć lat. Czyli prawie za tyle lat, ile istnieje Ośrodek…

Największą zaletą rozwoju technologii jest fakt, że każdy z nas dzisiaj może dysponować twórczymi narzędziami o dostępie do których 20 lat temu można było tylko marzyć. Dzięki komputerowi o przeciętnej wydajności i/lub telefonowi komórkowemu każdy może tworzyć nie tylko teksty i grafikę, obrabiać zdjęcia, ale także edytować filmy,  przygotowywać audycje radiowe, czy prezentacje multimedialne. Dzięki dostępowi do sieci i usługom takim jak blogi, Youtube, Facebook w łatwy sposób możemy się dzielić nie tylko naszymi pomysłami, ale także wprost – naszą twórczością. Dzięki wyszukiwarkom internetowym nasza twórczość może stać się bardzo popularna i zdobyć uznanie nie tylko wśród naszych przyjaciół, rodziny czy znajomych.

Warto zauważyć, że wymienione narzędzia i usługi wykorzystywane są dzisiaj w edukacji zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. Niesamowite uznanie zdobyły na przykład wykłady opublikowane w Internecie przez fizyka Waltera Lewina, który potrafi w rozrywkowy i zadziwiający sposób popularyzować naukę. Wszyscy możemy też korzystać z zasobów konferencji TED (Technology, Entertaiment, Design -http://www.ted.com) , gdzie publikowane są wystąpienia ludzi, którzy swoją pasją i wiarą dzielą się z innymi. Podczas tych konferencji mamy szansę spotkać osobistości ze świata polityki (np. Bill Clinton, Gordon Brown), nauki (Richard Dawkins, Stephen Hawking) czy technologii (Bill Gates, Steve Jobs) czy takich, którzy działają w wielu obszarach (Al Gore). Oglądając nagrania z ich wystąpień możemy nie tylko posłuchać, co ciekawego mają do powiedzenia, ale uczyć się przygotowywania i prowadzenia wystąpień publicznych od najlepszych w tej dziedzinie. W przyszłości spodziewam się, że coraz większą rolę jako źródło wiedzy odgrywać będzie sieć i takie właśnie miejsca i serwisy jak TED. Trudno przewidzieć, czy będą to zasoby otwarte, czy płatne. Doświadczenie pokazuje, że choćby Walter Lewin publikując swoje wykłady w sieci, nie tylko nie stracił publiczności – wręcz przeciwnie, zyskał popularność i obecnie tłumy goszczą na auli w czasie jego prelekcji. Myślę (a zarazem mam nadzieję), że w przyszłości kultura uczestnictwa, polegająca na współtworzeniu treści i dzieleniu się nimi, będzie miała jeszcze większe znaczenie, niż ma to miejsce dzisiaj, szczególnie w obszarze edukacji. I mimo, iż liczba redaktorów Wikipedii dzisiaj zaczyna powoli spadać, to uważam, że w takim właśnie kierunku nasza kultura będzie się rozwijała.

Sądzę także, iż w przyszłości przedmioty informatyczne zostaną ograniczone do Informatyki w jej podstawowym znaczeniu. Wraz z rozwojem technologii i powszechną dostępnością komputerów, nie będzie potrzeby uczenia technologii informacyjnej – jako zastosowania komputerów w pracy i nauce. To zastosowanie (cokolwiek będzie oznaczało) zostanie wplecione po prostu w nauczanie poszczególnych przedmiotów – działów. W odniesieniu do dzisiejszej „rzeczywistości technologicznej” wyobrażałbym sobie to w taki sposób, iż o prawidłowym składzie tekstu i posługiwaniu się edytorem oraz tworzeniu i wygłaszaniu prezentacji uczylibyśmy się w ramach języka polskiego i obcego. Na temat stosowania arkusza kalkulacyjnego i obrazowania danych na różnych wykresach – podczas lekcji matematyki. W praktyce umiejętności te używane byłyby na potrzeby przedmiotów takich jak historia, biologia, geografia czy fizyka. Technologia byłaby używana równoprawnie z zeszytem i długopisem, które przynajmniej z części zastosowań byłyby eliminowane.

Mam nadzieję, że rozwój technologii i jeszcze powszechniejszy  dostęp do oferowanych przez nią kreatywnych narzędzi spowoduje, że w procesie edukacji znajdzie się więcej miejsca dla przedmiotów artystycznych – plastyki, muzyki czy filmu. Już dzisiaj dzięki możliwościom oferowanym przez komputery łatwiejsze jest odkrywanie drzemiących w młodych ludziach talentów, a dzięki sieci – poddawanie ich twórczości szerokiej ocenie. Ważne, byśmy wykorzystali tę możliwość i dali szansę na wykazanie się naszym podopiecznym, często szerokimi i bardzo ciekawymi talentami i umiejętnościami znacznie wykraczającymi poza ramowy program nauczania. Przy okazji warto uświadomić naszej młodzieży, że chcąc robić rzeczy oryginalne, nowe, innowacyjne – nie należy bać się ponieść porażki – popełniać błędów.

W przyszłości spodziewam się szerszego wykorzystania w edukacji wirtualnych światów dostępnych w grach, w celu przygotowania młodych ludzi do zmierzanie się ze światem rzeczywistym. Mam na myśli gry uczące nie tylko strategicznego myślenia, refleksu czy umiejętności przewidywania, ale także współpracy nastawionej na osiąganie celów ogólnych poprzez odnoszenie osobistych, mniejszych sukcesów docenianych przez ogół społeczności. Jak wielki potencjał drzemie w takim podejściu, pokazują badania i eksperymenty prowadzone przez Jane McGonical.  Dobrze skonstruowane gry uczą miedzy innymi, by podejmować wyzwania na granicy naszych możliwości, szukać nowych, innowacyjnych rozwiązań napotkanych problemów, a w razie porażki – podnieść się i spróbować ponownie. Dodatkowo pokazują, że aby odnieść indywidualny sukces – warto współpracować ze sobą. Z badań przeprowadzonych przez Jane McGonical wynika, że przeciętny młody człowiek z kraju o silnej kulturze grania poświęca tej rozrywce około 10 tysięcy godzin przed ukończeniem 21 roku życia. To mniej więcej równowartość godzin spędzonych w szkole od 4 klasy podstawówki do ukończenia szkoły średniej. 10 tysięcy godzin poświęconych dowolnej dziedzinie może nas uczynić jej mistrzami według Malcolma Gladwella, autora książki „Poza schematem”. Dobrze skonstruowane gry, polegające na wspólnym, kreatywnym rozwiazywaniu problemów są więc doskonałym środkiem dydaktycznym, który obecnie wykorzystujemy w bardzo małym stopniu!

Za dziesięć czy dwadzieścia lat rozwój techniki posunie się w stopniu dzisiaj dla większości z nas niewyobrażalnym. Zgodnie z prawem Moore’a komputery i drzemiące w nich układy scalone będą 5 razy bardziej skomplikowane (czytaj: sprawniejsze) przy zachowaniu tej samej ceny. Zapewne towarzyszyć będą nam w jeszcze większym stopniu, niż ma to miejsce dzisiaj, choć już dzisiaj trudno to sobie wyobrazić… Jeśli miałbym próbować wyobrazić sobie perspektywę 10 lat, to przewidywałbym, że czeka nas niesamowity rozwój obrazu 3D (4D – cokolwiek miałoby to znaczyć), który będzie dostępny nie tylko w telewizorach, ale także w podręcznych gadżetach – jak komórki (czy raczej komunikatory), tablety oraz notebooki (o ile te ostatnie przetrwają w postaci dzisiaj nam znanej). Nie tylko będziemy ten obraz mogli oglądać, ale także rejestrować (co obecnie jest już możliwe, a w perspektywie 10 lat stanie się zapewne powszechnie dostępne).  Spodziewać się należy coraz ciekawszych i efektywniejszych narzędzi oraz podręczników wspomagających proces nauki. Nie oznacza to oczywiście w mojej opinii rezygnacji z kontaktu między nauczycielem a uczniem! Ten jest, i jak sądzę pozostanie, niezastąpiony! Co najwyżej forma kontaktu będzie się zmieniała – choć raczej nie na przestrzeni najbliższych dziesięciu lat.

Myślę, że stale rozwijać się będzie sieć, i powstaną nowe, dzisiaj jeszcze zupełnie nieznane usługi, które będą nas fascynowały i angażowały tak samo jak Facebook, czy Wikipedia – nie tylko pod względem technologicznym, ale co ważniejsze – społecznym.

Z nowinek technicznych – mam nadzieję, na zdecydowany rozwój komunikacji z maszyną przy użyciu coraz ciekawszych i bardziej intuicyjnych interfejsów – np. poprzez komendy głosowe i rozpoznawanie mowy. Spodziewać się także należy postępów w interfejsach pozwalających sterować komputerem zupełnie niestandardowo – np. poprzez fale mózgowe, nad czym badania trwają od wielu lat, a są nadzieją szczególnie dla ludzi niepełnosprawnych ruchowo, całkowicie sparaliżowanych.

Mógłbym tak wymieniać moje przewidywania i nadzieje jeszcze bardzo długo zahaczając o sieci neuronowe, robotykę, badania nad DNA i szerokopojętą medycyną, gdzie postęp technologiczny jest szczególnie widoczny. Jednak dalsze snucie moich wyobrażeń wydaje się nie mieć sensu. Za 10-20 lat, jak pokazuje historia, prawdopodobnie będziemy mogli się z tego tekstu śmiać bo rzeczywistość znacznie może przerosnąć dzisiejsze, nawet bardzo śmiałe, przewidywania.

Cieszmy się rozwojem technologii i jako nauczyciele wykorzystujmy, by pobudzać i rozwijać kreatywność oraz innowacyjność naszej młodzieży.

Janusz S. Wierzbicki